— Miałam o panu lepszą opinię. Sądziłam, że taki mężczyzna jak pan zawsze jest gotów... Szczególniej, kiedy leży w łóżku, i to w takiej ładnej pidżamie.

— Luba! Proszę się wynosić!

Usiłował swemu głosowi nadać możliwie groźne brzmienie, lecz ona wciąż się śmiała.

— Patrzcie, jaki niegościnny! No, nie przywita się pan ze mną?

— Nie przywitam się!

Zawinął się w kołdrę i z rozmachem odwrócił się twarzą do ściany.

Wówczas usiadła na łóżku i zdjąwszy rękawiczkę, przesunęła rozstawionymi palcami po jego włosach.

— Jedwab — powiedziała cicho.

— Luba! Czy jedwab, czy szczecina, a zaraz wyskoczę i bez ceregieli dam w skórę.

— Nie wiedziałam — zaśmiała się, — że kapitan jest sadystą.