Wreszcie alkohol i zmęczenie zrobiły swoje.

Wyprawił Tecię i zasnął kamiennym snem.

Obudziło go pukanie do drzwi. Spojrzał na zegarek: jedenasta, to pewno służący. Ryknął:

— Proszę! — i usiadł na łóżku, szeroko otwierając oczy.

We drzwiach stała Luba.

— O, kapitan jeszcze śpi? — zawołała swobodnie. — Dzień dobry.

— Luba! — powiedział z wyrzutem. — Po co pani to zrobiła?

— Co? — zapytała z naiwną minką.

— Niech pani zejdzie do hallu i zaczeka. Za pół godziny będę gotów.

Zaśmiała się i podeszła do łóżka.