Po drodze do „Argentyny” wrzucił buteleczkę do kosza na śmiecie.

— Panie dyrektorze — z uśmiechem przywitał go kasjer Justek — dzwonił mecenas Łęczycki i zamówił lożę.

— Co pan mówi! — ucieszył się Drucki.

— Zarezerwowałem dziewiątkę.

— Dziękuję panu.

Odzyskał dobry humor.

„Więc jednak przyjdzie” — pomyślał.

Omylił się. Alicja nie przyszła. Łęczycki zjawił się z większym towarzystwem, lecz bez Alicji.

„To zacięta baba” — z podziwem skonstatował w duchu Drucki.

Pił tej nocy i zburczał Kazię za natręctwo. Wszakże wołał nie być sam i zabrał ze sobą do hotelu Tecię. Starał się nie myśleć o swej dzisiejszej eskapadzie190, lecz nie mógł w żaden sposób odpędzić wspomnienia tamtej dziewczyny.