— Weź mnie, weź — szeptała urywanym głosem — bo się spalę na popiół...

Drapieżnymi chwytami zdarła zeń kołdrę i całym ciałem przywarła.

— Jak blisko jestem ciebie... Jak czuję cię... kochany... kochany... kochany...

Głos przeszedł w rzężenie, w długi jęk, w krzyk i zemdlała — ramiona jej opadły.

Drucki, zataczając się, wstał i przetarł oczy. Sam był nieprzytomny.

Dopiero po dłuższej chwili znalazł flakon z kolońską wodą i zaczął jej nacierać skronie.

— Luba! Luba! — potrząsał nią.

Była bezwładna i blada jak płótno.

— Co tu robić?

Poważnie zaniepokojony, chciał już dzwonić po pogotowie, gdy otworzyła oczy i uśmiechnęła się.