Następowała data.

— Co za rewizja, u diabła? Jakiś wariat, czy co?

Pomimo to list spalił.

Na próżno łamał sobie głowę, nie mógł pojąć, przed jaką rewizją go ostrzegano? Z jakiej racji miano rewidować „Argentynę”? I co ma usunąć? Przecie nie ma tu tajnej gorzelni ani fabryki fałszywych pieniędzy!

Jakby naprawdę powziął w tym względzie wątpliwości, obszedł cały lokal od piwnicy do balkonów. Wszystko było w zupełnym porządku.

„Albo mistyfikacja — pomyślał — albo pomyłka, a raczej mistyfikacja”.

Bo i kto w dodatku mógł go ostrzegać o rewizji? W policji nikogo nie znał, a o takich rzeczach może wiedzieć tylko policja czy tam inny sędzia śledczy.

Gości było coraz więcej. Bawiono się świetnie. Minęła druga, trzecia, czwarta...

— Oczywiście, mistyfikacja!

Drucki w swej wędrówce od stolika do stolika śmiał się, witał się, przysiadał, gdy podszedł doń kelner i szepnął do ucha: