— Zatem zechce pan mi towarzyszyć.

W ciągu pięciu minut wszystkie drzwi zostały obstawione. Wśród publiczności zapanowało niezadowolenie. Służba szeroko otwierała oczy i była wystraszona.

Rewidowano lokal systematycznie, zaglądano do każdego kąta, ostukiwano ściany i podłogi, badano zawartość worków z kawą i z cukrem.

Drucki uśmiechał się tylko.

— To musiał być jakiś łajdacki donos.

Komisarz wreszcie wszedł do gabinetu Druckiego, wyprosił przerażoną pannę Tecię i zażądał kluczy od szafy ogniotrwałej i od biurka.

— Służę, oto klucze od kasy. Biurko jest otwarte.

— Tu są pieniądze — powiedział komisarz, otwierając pancerną szafę — pan będzie łaskaw asystować przy rewidowaniu. A to, jak się otwiera? — wskazał małą kasetkę.

— O tak — podniósł wieko Drucki.

Wewnątrz były kontrakty, kwity podatkowe itp.