W tym czasie dowiedział się od uprzejmego sędziego śledczego, że był tu Załkind, by przyjęto odeń kaucję.

— Ów pan Załkind — śmiał się sędzia — musi być wielkim pańskim przyjacielem. Ofiarowywał każdą kwotę, przysięgając, że i głowę dałby za niewinność pana.

Czy to, czy też przeświadczenie o tym, że Drucki nie będzie chciał zbiec, wpłynęło wreszcie na decyzję sędziego: po tygodniu Drucki został wypuszczony za kaucją dwudziestu tysięcy złotych.

Pierwszą osobą, którą ujrzał po wyjściu na ulicę, była Luba. Czekała nań i teraz nie mogła mówić ze wzruszenia i z radości.

Kurczowo przylgnęła do jego ramienia.

— Cóż tam dobrego? — zapytał.

— O, teraz wszystko jest dobre! — patrzyła mu w oczy promieniejącym wzrokiem. — Jedziemy do nas na obiad. Borys czeka, mrozi szampana.

— Aż taka uroczystość?

— Ogromna!

W taksówce zaczęła go całować.