— Kochany, słodki, biedactwo, tak nacierpiał się...
— Luba, chyba pani żartuje?! Taki drobiazg! Żebym tylko większych zmartwień nie miał.
— Tak, prawda, Borys mówił, że kapitanowi byle czym nie zaleją sadła194. Kochany!
— Borys? — zrobił do niej oko.
— I Borys też. Nie masz pojęcia, kapitanie, jak wysilał się, by ci dopomóc! On za ciebie dałby się porąbać.
Załkind stał na balkonie i już z daleka powiewał ku nim chusteczką, po czym, kulejąc bardziej niż zwykle, wybiegł aż na schody.
Mocno uścisnęli sobie dłonie.
— Hallo, old Jack!195 — powiedział Drucki.
— All right, John!196 — ochrypłym głosem odpowiedział Załkind.
A Luba stała tuż przy nich i czuła, że jej serce wyrywa się z piersi.