Weszli do salonu i mężczyźni długo nic nie mówili, siedząc naprzeciw siebie.

Luba, nucąc jakąś piosenkę, krzątała się w jadalni.

— Myślę, Jack, że mamy ładną wiosnę — zauważył Drucki.

— Dni robią się coraz dłuższe — dorzucał Załkind.

I obaj odchrząknęli.

— Wiecie — zawołała, stojąc w drzwiach, Luba — że w tym musi być kobieta. Głowę dałabym, że kobieta. Chodźcie, już podają.

— Bardzo możliwe — powiedział Załkind — bo przecie kapitan wrogów tu nie ma. Co pan sądzi o tym, kapitanie?

— Jestem ciemny jak tabaka w rogu.

— Ale prawda, Borys, że kapitan zostanie uniewinniony?

— Hm... Któż to może wiedzieć? W każdym jednak razie mamy teraz dość czasu, by na własną rękę rzecz zbadać.