— A co, Jack, pan od początku byłeś pewny, że mi morfinę podłożono?

— No, naturalnie! Po jakiego diabła zajmowałby się pan morfiną? Przecież o pieniądze panu nie chodziło nigdy, kapitanie. A dla sportu? To też nie pański rodzaj.

— A spirytus? — zaśmiał się Drucki.

— W spirytusie pluskały kulki, kapitanie! Ba! Alboż to i z armat nie walili do pańskiej „Aurory”?!

— Dobre były czasy, co, Jack?

— Ba!

— A poza tym — postukał się w czoło Drucki — byłbym skończonym idiotą, gdybym trzymał morfinę w biurku.

— Powiadam, że to jakaś kobieta — powtórzyła Luba. — Niech się pan zastanowi, kapitanie, czy nie może tu w grę wchodzić kobieta?

Drucki roześmiał się.

— Za dużo ich wchodziłoby w grę — domyślnie odpowiedział Załkind.