— Ale! — zawołał Drucki. — Wyobraźcie sobie, że na kilka godzin przed najściem policji otrzymałem anonim z ostrzeżeniem, że będzie rewizja.
— Anonim?
— Tak. Podpisany był „dobry przyjaciel”, czy coś w tym rodzaju, i ostrzegał przed rewizją, radząc „usunąć wszystko”.
— Ajajaj! — podrapał się po nosie Załkind.
— Właśnie! Myślałem, że to jakaś mistyfikacja. Miałem przecie zupełnie czyste sumienie.
— A kto mógł to napisać?
— Diabli wiedzą.
— Bo ciekawe, że, jak tego dowiedziałem się po pańskim aresztowaniu, policja też otrzymała anonimową denuncjację197 na „Argentynę”. Tylko w tej denuncjacji było podane, że narkotyki znajdują się u sekretarki dyrektora.
— Skąd pan wie o tym, czy aby pewne? — zdziwił się Drucki.
— Najpewniejsze. Moja siostra dowiedziała się przez jednego wywiadowcę z urzędu śledczego. Donos był napisany ręcznie i wysłany pocztą do prokuratora, a dopiero prokurator przesłał ten anonim policji. W policji nawet bardzo by chcieli złapać tego, co anonim wysłał, bo daliby mu też bobu.