Położył słuchawkę.
Długo jeszcze rozmawiał z Lubą i z Borysem o swojej sprawie i o szkodach, jakie cała awantura wyrządzi „Argentynie”.
— Obawiam się, że publiczność przestanie chodzić — martwił się Załkind.
— A ja nie przypuszczam. Ci goście, co mnie znają, nie powinni uwierzyć w moją winę.
— Naturalnie! — zawołała Luba.
W hotelu portier i cała służba przyjęli Druckiego z dość chłodną rezerwą.
Kończył właśnie przebieranie się, gdy przyszedł doń dyrektor hotelu.
— Strasznie przykra historia — zaczął.
— Przykra — wzruszył ramionami Drucki — ale skończy się dobrze.
— Ja też tak sądziłem — powiedział dyrektor z miną świadczącą, że wcale tak nie sądził.