— Czymże mogę panu służyć?

— Ja... tego... przyszedłem — jąkał się dyrektor — zapytać, czy szanowny pan nadal zatrzyma swój numer?...

Drucki wyprostował się i spojrzał mu prosto w oczy.

— Zatrzymam.

— A, no tak... Bo myślałem...

— Nie dogadza to może panu? — zapytał z groźbą w głosie.

— Mnie? — uderzył się w piersi dyrektor. — Skądże mnie?

— No to dobrze. Jeżeli zaś komukolwiek to nie podoba się, przyślij go pan do mnie. Ręczę panu, że mu... dogodzę.

— Che... che... — śmiał się dyrektor — pan to jest prawdziwym Amerykaninem. I doprawdy źle mnie pan zrozumiał. Skoro zamierza pan nadal zaszczycić nasz hotel...

— Zamierzam zaszczycić nadal — przerwał mu Drucki — a teraz żegnam pana.