Wszystkich oczy zawisły na probówce.
Chemik, nie spiesząc się, odkorkował flakon z rdzawym płynem.
Jedna kropla zawisła na brzeżku i wpadła do probówki, druga, trzecia, czwarta... piąta...
Bezbarwna ciecz w szklanej rurce zaczęła się zabarwiać na brudnożółty kolor.
Chemik potrząsnął epruwetką i wzniósł ją na wysokość oczu.
Mijały sekundy... minuta, dwie... trzy...
Ani śladu niebieskiego koloru. Płyn pozostawał brudnożółtawy.
W śmiertelnej ciszy sali rozległo się przytłumione:
— Aaaaa....
Ciecz nie zmieniała barwy.