— A obiad?

— Nie chce mi się jeść.

— O tak nie można. Pani zapracowuje się...

— Niech Józefowa idzie, sama sobie wezmę. A gdzie panna Julka?

— Panienka poszła do koleżanki uczyć się. Mówiła, że o dziewiątej wróci.

— Dobrze.

Alicja przeszła do swego pokoju i położyła się na tachcie204. Słyszała trzask drzwi, zamykanych przez Józefową, urywane krzyki dzieci, bawiących się na ulicy. Nie spała, lecz pogrążyła się w stan jakby półświadomości.

W przedpokoju rozległ się dzwonek. Nie od razu uprzytomniła to sobie.

Gdy zadzwonił powtórnie, ciężko wstała. Leniwie przeszła do przedpokoju i otworzyła.

Nagle cofnęła się — w drzwiach stał on.