W głowie Alicji zawirowało wszystko. Oparła się o ścianę i chciała coś powiedzieć, lecz nie mogła wydobyć głosu.
Drucki, nie zdejmując kapelusza, zamknął za sobą drzwi, bez słowa podszedł do niej, wziął jej bezwładnie zwisającą rękę w obie dłonie.
Patrzyli sobie w oczy: oczy o złotawych źrenicach w oczy płomiennie czarne, oczy płomiennie czarne w oczy o złotawych źrenicach.
Pomału wysunęła dłoń z jego ręki i zaczęła się cofać. Wolno, krok za krokiem...
— Pani — odezwał się cicho.
Stanęła, drżąc na całym ciele.
— Pani!...
— Czego pan chce, po co pan przyszedł? — zawołała z rozpaczą w głosie.
— Dlaczego pani to zrobiła?... Dlaczego poświęcała się pani dla mnie?... Dlaczego narażała się pani na niebezpieczeństwo?...
Przycisnęła ręce do piersi i milczała.