Objął ją, w uścisku uniósł w górę, przytrzymał lewą ręką, prawą podsunął pod jej kolana i oto trzymał ją na rękach.
Gdy mówił, usta ich niemal dotykały siebie.
— Wiesz, kiedy cię tak trzymam, mam poczucie jakiegoś wielkiego bogactwa, tyle, tak dużo mam cię w ramionach... I zdaje mi się, że gdy cię wypuszczę, stracę coś niesłychanie cennego, coś, czegom całe życie pragnął...
Jej ręce otoczyły jego szyję, usta zwarły się z ustami.
Gorąca fala przepłynęła mu po grzbiecie, szczęki zaciskały się kurczowo.
Oderwała się od jego warg.
— Powiedz, powiedz, czy mnie kochasz?...
— Kocham, kocham do szaleństwa — zarzęziło mu w płucach.
Alicja opamiętała się.
— Nie, nie, już późno...