— Najdroższa, jedyna...

Znów był półprzytomny i niósł ją na tachtę.

— Zaraz przyjdą!... — broniła się.

— Nie przyjdą, nie, deszcz pada...

W tejże chwili rozległ się trzask otwieranych drzwi frontowych.

Alicja wyrwała się z jego ramion.

— Psiakrew! — strzepnął palcami i opadł na fotel.

Alicja wyszła do przedpokoju.

— Czy to Józefowa?

— Tak, proszę pani. Leje jak z cebra. Nie mogłam wyjść z kościoła.