— Zmokła Józefowa?

— Do suchej nitki, proszę pani. A czy panienka wróciła?

— Właśnie nie. Niech Józefowa weźmie parasol, wsiądzie do taksówki i przywiezie panienkę. Zaraz dam Józefowej pieniądze.

Drucki usłyszał szczęk otwieranej torebki, brzęk monet, ciężkie westchnienie Józefowej i znowu trzask drzwi.

Weszła i stanęła w progu.

— Poszła? — szeptem zapytał Drucki.

— Tak — zaśmiała się — ale najdalej za dziesięć minut wróci. Taksówki stoją tuż przed domem, a moja Julka jest u koleżanki, która mieszka blisko.

— To fatalne — powiedział żałośnie.

— Fatalne — potwierdziła — ale przecie dziś... nie kończy się nasze życie... Moje... dziś się zaczyna.

— Piękne jest życie. Prawda? — zapytał, tuląc ją do siebie.