— Mocne jest, mocne, jak ty...
— Kochana...
— I jasne, i żywiołowe, jak ty... Gdybyś odszedł, i ono by odeszło.
— Nie odejdę. Nie chcę, nie potrafię.
Wzięła jego głowę w obie ręce i wpatrywała się mu w oczy.
— Życie ma złote oczy, jak ty...
Ich usta znowu zwarły się w długim, bardzo długim pocałunku.
— Już musisz iść. — Oderwała się od niego.
— Muszę koniecznie?
— Koniecznie.