— Więc... do jutra?
— Do jutra!
Jeszcze jeden uścisk, jedno spotkanie ust, potem chwila poszukiwania kapelusza i już zbiegł ze schodów.
Zatrzymał się na pierwszym podeście. Alicja stała oparta o drzwi.
Uśmiechnęła się i zawołała głośnym szeptem:
— Jestem sentymentalna!...
— Do jutra! — powiał ku niej kapeluszem.
Deszcz nie ustawał. Z podniesionym kołnierzem marynarki dopadł rzędu samochodów i wskoczył do pierwszego.
— „Argentyna”! — krzyknął szoferowi.
Spod kół bryzgała woda, migały latarnie uliczne.