— Nie tylko nie niżej, ale właśnie wyżej — zawołała czupurna aplikantka Ciechanowiecka. — Właśnie wyżej! A szczególniej w Polsce. Wszyscy cudzoziemcy to mówią, że Polki są mądrzejsze o całe niebo od Polaków.
— Hę?... — uśmiechnął się, gładząc łysinę Garbarczyk. — Gdybym był o trzydzieści lat młodszy, to niech mi pani wierzy, że i ja zapewniałbym panią...
Tymczasem ze wszystkich działów, zaalarmowanych przez pannę Serkowską, zaczęły napływać do kancelarii patrole wywiadowcze. Zrobił się harmider, że o dokończeniu dyskusji na temat mądrości płci niewieściej mowy być nie mogło.
Dopiero gdy aplikant Modroń wykaligrafował kartkę i ostentacyjnie ją niosąc, wyszedł na korytarz, ruszyła za nim cała procesja. Od tej chwili ostatnie drzwi korytarza na pierwszym piętrze stały się celem nieustannych pielgrzymek, przedsiębranych z najodleglejszych zakątków gmachu, nie wyłączając pokojów sędziowskich, adwokackich i prasowych.
Każdy chciał się przekonać na własne oczy, że na pozór niedorzeczna plotka nie jest plotką, lecz równie niedorzeczną prawdą.
Na drzwiach, przypięta pluskiewkami, wisiała tekturka z napisem: „Podprokurator Alicja Horn”.
Mężczyźni wzruszali ramionami, a na pytania: „Czy nie wie pan, kto to jest ta Alicja Horn?”, odpowiadali:
— Pojęcia nie mam, ale ręczę, że jakaś megiera37.
W młodszym pokoleniu natomiast ustaliło się zdanie pany Latosikówny:
— Pewno histeryczka i do tego stare pudło.