— Cóż to pani dziś taka wesoła?
— Z czego pan wnioskuje, że jestem wesoła? — zaśmiała się Alicja.
— No tak... hm, może źle się wyraziłem, nie wesoła, tylko... hm... język ludzki jest częstokroć bezsilny, brak w nim wielu określeń. Prawda?
— Zgadzam się z panem w zupełności.
— A widzi pani. Jestem bystrym diagnostą, ale kiepskim majstrem w definiowaniu tych różnych faramuszek219... W każdym razie przyznaje pani, że jest pani dziś w jakimś szczególnym nastroju?
— Jest pan dobrym psychologiem — przyznała z uśmiechem.
Martynowicz zdjął szkła i zatarł ręce.
— Che... che... che... Jakby tu powiedzieć.... A pani nie pogniewa się?
— Za co?
— Ot, za żart.