— Nigdy w świecie.
— Widzi pani, ja jestem z Wileńszczyzny, a u nas tam to taki nastrój określają, hm... tylko, jak pani pogniewa się...
— Śmiało, panie prokuratorze!
— Sama pani chciała. Więc mówią tak: Wiosna idzi, kochać chce si, a kochadło tak daleko!
Alicja wybuchnęła śmiechem, a Martynowicz kontent220 z dowcipu klepał się po kolanach.
— Jednego nie rozumiem — powiedziała Alicja — dlaczego „kochadło” ma być daleko? Może jest właśnie bliżej, znacznie bliżej, niż pan przypuszcza...
Rzuciła mu przy tym powłóczyste spojrzenie i z trudem hamowała się, by nie parsknąć śmiechem na widok nagłego zażenowania tego starszego pana, pośpiesznie nakładającego okulary i bez potrzeby przekładającego papiery.
Na pożegnanie pocałował ją w rękę, czego nigdy nie robił.
Było jeszcze wcześnie, lecz Alicja chciała załatwić kilka sprawunków i dlatego wyszła z biura. O trzeciej była już w domu.
Spotkała ją rozszczebiotana i roześmiana Julka.