— Zdumiewające! Jak do tego doszedłeś?

— Mniejsza o to. Zbieg okoliczności. Chciałem cię nawet ostrzec przed procesem, ale zaniechałem tego w obawie o stan twoich nerwów. Sądzę, że byłbyś mniej spokojny podczas rozprawy, gdybyś wiedział, kto cię oskarża?

— Przypuszczam — bąknął Drucki i pomyślał, że skoro Brunicki wiedział dawniej wszystko i nie ostrzegał go, musiał w tym mieć jakiś cel.

— Dziwne, prawda? — pytał profesor.

— Bardzo dziwne. Niesłychanie dziwne... No, ale teraz to już rzecz obojętna... Skoro nie poznała mnie na rozprawie... Pewno nigdy w życiu więcej jej nie zobaczę.

— Więc nie przychodzi już do „Argentyny”?

— Nie. Od dawna.

— W każdym razie, Bohdanie, miej się na baczności.

Drucki skrzywił się.

— Chyba tobie nie zależy specjalnie na moim bezpieczeństwie?