Drucki zauważył, że ręka profesora drżała.

Przez chwilę obojętnie przyglądał się jej, lecz nagle zbladł, a jego brwi podniosły się w zdumieniu. Spojrzał na profesora.

— Karolu?!...

— Więc widzisz — odetchnął Brunicki i znów przygryzł wargi.

— Ona... ona jest przecież prawie zupełnie podobna do Wandy! — mówił Drucki, wpatrując się w fotografię. — Niesłychane! To prawie jej portret!

— Niezupełnie — wycedził profesor — ale w każdym razie podobieństwo jest niezwykłe. Co więcej, ma podobne usposobienie, zamiłowania, zbliżony charakter.

— Słuchaj, Karolu, czy ona nie jest jakąś...

— Krewną zmarłej? Nie. Nie jest z nią nawet spokrewniona przez najdalszą rodzinę. Zbadałem to dokładnie. Rozumiesz, że sam byłem uderzony tym podobieństwem. Gdy ją przyprowadzono do kliniki, dostałem ataku serca...

Drucki nie mógł oderwać oczu od fotografii.

— Nie dziwię ci się. Ile ona ma lat?