Załkind zagwizdał.

— Przez te baby to nic dobrego człowieka nie spotka — powiedział sentencjonalnie.

— Czy pan to mówi z myślą o Lubie? — zażartował Drucki.

— Skądże — żachnął się Załkind. — Luba to anioł. Jak ona będzie żałowała, że nie było jej w domu, ale może zaraz nadejdzie!...

Wyjrzał oknem.

— Niestety — Drucki wstał. — Muszę iść. Mam teraz wiele ważnych spraw na głowie i czasu ani za grosz.

— Interesy, kapitanie? — zaciekawił się Załkind.

— Gdzież tam... Takie, trochę... osobiste historie. Serwus. Ukłony dla pani Luby. Jak będę miał wolną chwilę, wpadnę znowu. Aha... Przeprowadziłem się. Na aleję Szucha.

— Dlaczego?

— Dość miałem życia hotelowego. Starzeję się, Jack, co?