Pojechał na Nowolipie.
Luby nie było w domu. Spotkał go Borys z kompresem na głowie.
— Znowu powróciły mi te nieznośne migreny, kapitanie — narzekał — chcą mnie wysłać do jakiegoś francuskiego kurortu, ale przecież nawet marzyć o tym nie mogę, bo komuż powierzyłbym swoje interesy? Dziś rodzonemu bratu ufać nie można.
— Nie potrzeba przesadzać, Jack, ma pan swoich dyrektorów, adwokata...
— Ba... Jest jeden człowiek, któremu w zupełności ufam, ale...
— Ale ja też wyjeżdżam na lato — uratował się Drucki.
— Właśnie — westchnął Załkind. — Zresztą i tak nie miałbym odwagi kapitana prosić po tym szpasie226 morfinowym... Ale... Wie pan, że chyba Luba miała rację, że była tam kobieta.
— Owszem, miała.
— To kapitan już wie?
— Wiem.