— Prawda — przyznał — panna Zośka musiała się porządnie napracować.

— Ano, dla siebie, to i nie szkoda.

— Jak to, dla siebie? — nie zrozumiał.

— Ano, matula mówiła, że to ja będę panu kucharzyć, jak co będzie trzeba. Że to niby mam się wprawić — zachichotała — do własnego gospodarstwa.

Nagle spojrzała na niego z przestrachem.

— Chyba, chyba, że by pan nie chciał?...

— Co znowu — zaprzeczył — dlaczegóż bym miał nie chcieć?

— Czy ja wiem... Może pan będzie miał służącego.

— Otóż nie. Nie będę miał żadnego służącego, a jestem rad231, że to panna Zośka będzie mi kucharować.

— Rad, nie rad, niech pan nie mówi, bo może akurat nie do gustu będzie.