Przyjrzała się obu i zaprzeczyła ruchem głowy.

— Nie? Ale w każdym razie czuję się przy nim jak zasuszony mól przy skaczącym koniku polnym. A dlaczego? Bo on pracuje jak wół i bawi się jak młody koziołek, a ja tego nie potrafię. Dlatego z niego aż tryska życie, a ja kopcę sobie jak stara łojówka.

Znowu zaprzeczyła i napisała:

„Wcale tego nie znajduję235. Każdy z panów jest w innym typie i to wszystko”.

— Tak — zaśmiał się nieszczerze profesor — tylko że do takich typów jak on należy życie. Niechże pani sama osądzi. Gdyby na przykład zmuszono panią do wyboru jednego z nas — tylko proszę się nie krępować — kogo by pani wybrała? No? Szczerze!

Obrzuciła ich smutnym spojrzeniem i uśmiechnąwszy się blado, wskazała profesora.

Drucki wybuchnął śmiechem.

— A widzisz? Nie doceniasz siebie!

— E... pani sobie ze mnie żartuje — nagle zbladł Brunicki i zamilkł.

Auto stanęło przed jego willą. Wysiadając, zmusił się do paru wesołych zdań na pożegnanie i poprosił Druckiego, by ten nie krępował się i zatrzymał auto dopóty, póki mu będzie potrzebne.