Wyglądał teraz na jeszcze bardziej niezwykłego, na jeszcze bardziej interesującego.

— A pan — zapytała. — Czy pana bawi „knajpa”?

— Mnie? — zastanowił się — o, mnie wszystko bawi... Najmniej może knajpa, ale to dlatego, że wciąż jestem... że wciąż mam zielono w głowie... Powiem pani w sekrecie, że skoro bym się przekonał, że już przestało być zielono, nie wiedziałbym, po co żyję... Tak się rozfilozofowałem chyba po to, żeby pani udowodnić, że rozsądek nie wschodzi razem z siwymi włosami, moja mała.

Julka patrzyła na jego złote, uśmiechnięte oczy, na siwiejące skronie i smagłe policzki. Jak on do niej powiedział: „moja mała”... Ślicznie to powiedział...

I nagle przyszło jej na myśl, że nie zniosłaby od nikogo takiej pobłażliwej poufałości. Nie powinna tego tolerować, przecie jest prawie dorosła.

„Powiem mu to kiedyś” — postanowiła sobie.

Weszła Alicja i podano obiad.

Rozdział 17

Mijały dni i tygodnie.

Życie Alicji Horn znalazło swój właściwy nurt, głęboki, silny i spokojny, uzyskało swój pełny sens i najwyższą wartość, w trwałość której wierzyła bez zastrzeżeń, tak jak wierzyła w potęgę i niezniszczalność uczucia, które łączyło ich dwoje.