— Wiesz, Al, że postępujemy dość niemądrze.
— Dlaczego?
— Przecie oboje jesteśmy wolni. Moglibyśmy zamiast kryć się ze swoją miłością, pobrać się, i już.
— Nie, Boh, nie — potrząsnęła głową.
— Przecież nie istnieją chyba żadne przeszkody?
— Owszem, Boh. To bardzo miło z twojej strony, że prosisz o moją rękę, ale niestety, muszę ci dać kosza.
Zasępił się i odwróciwszy głowę, powiedział:
— Rozumiem.
— Nic nie rozumiesz — zaśmiała się.
— Nie możesz zostać żoną człowieka, który jest w oczach prawa... zbrodniarzem.