— O!... Boh! Jakże możesz mnie tak krzywdzić!

— Konstatuję tylko stan rzeczywisty.

— Bardzoś mnie dotknął tym posądzeniem.

— Przykro mi. Daruj i nie mówmy już o tym.

— Boh!

— Nie mówmy. Sprawa jest jasna.

— Przeciwnie. Muszę ci wytłumaczyć...

— Al — przerwał — zapewniam cię, że nie czuję do ciebie najmniejszej urazy. Wystąpiłem z tym projektem bez namysłu, lecz teraz widzę całą jego niedorzeczność. Prokuratorka zostaje żoną przestępcy... Cha... cha...

— Boh — chwyciła go za rękę — jeżeli tak stawiasz kwestię, więc dobrze. Udowodnię ci, że się mylisz, że mnie krzywdzisz, że nie doceniasz mojej miłości. Dziś jeszcze przenoszę się do ciebie i tu zostanę. Kpię sobie ze wszystkiego. Z opinii, z prawa, ze skandalu. Chyba to ci wystarczy jako dowód, żeś mnie posądził niesłusznie?

Drucki wstał i zaczął chodzić po pokoju.