— Tak?... I jakież pani odniosła wrażenia?

— Wrażenie... dobroci — odpowiedziała po chwili wahania.

— O?! To niedobrze — uśmiechnął się z udawanym zmartwieniem — z punktu widzenia prokuratorki musiała mnie pani potępić z kretesem, co?

Roześmieli się oboje, a prezes rzucił luźno:

— Swoją drogą w każdym z ludzi tkwi kawałek aktora, chciwego pochwalnych recenzji, nawet w takim starym, bardzo starym prezesie sądu... No, ale ja panią nudzę, o, już po trzeciej — wstał i podał jej rękę. — Bardzo pani dziękuję. Rzadko się miewa tak miłe i interesujące oficjalne wizyty. W każdym razie życzę pani powodzenia.

— Dziękuję panu, panie prezesie.

— Pan prokurator Martynowicz jest trochę szorstki, ale zaliczam go do ludzi godnych szacunku. Mam nadzieję, że będzie pani miała dobre stosunki. Do widzenia pani.

— Do widzenia, panie prezesie.

Korytarze w powrotnej drodze wydały się Alicji znacznie krótsze. Wizyta u prezesa Turczyńskiego wprawiła ją w doskonały humor. „Za kilka dni będę się tu czuła zupełnie swobodnie”.

Przed drzwiami swego gabinetu spotkała aplikanta Modronia. Miał dla miej jakieś papiery. Nie przeglądając, schowała je w biurku, nałożyła kapelusz i futro i wyszła.