— Na Filipinach Pacyfik jest wiosną cichy i łagodny. Drobne fale prawie bez szmeru układają się na płaskim brzegu...

Albo też:

— O dzień drogi od Forbes242 zaczyna się kraina kangurów...

Julka siedziała wtulona w kąt sofy, nieruchoma, z podciągniętymi pod siebie nogami, i zamieniała się w słuch.

Gdy w trakcie opowiadania spojrzał czasem na nią, dodawał wówczas te słowa: „moja mała”, a były one piękniejsze od wszystkich słów, jakie człowiek wymyślił.

Jakże szczęśliwa jest Alicja, że będzie żoną pana Janka! Że on ją kocha. O, bo Julka była pewna tego, że kocha i że stara się o rękę Alicji. Alicja zresztą w zupełności zasługuje na jego miłość. W zupełności. Może żadna inna na całym świecie nie warta byłaby jednego małego palca pana Janka, lecz Alicja sama jest tak wspaniale piękna, taka rozumna, taka wartościowa. Julka w życiu swoim nie spotkała kobiety, dla której — abstrahując od osobistych uczuć — musiałaby mieć tyle pietyzmu243.

Nie zazdrościła jej niczego, nie zazdrościła nawet pana Janka. Przeciwnie! Całym sercem życzyła jej tego szczęścia, o jakim sama, głupiutka, pospolita i przeciętnie zaledwie ładna dziewczyna ani marzyć, ani śnić nie mogła.

Może los tak zrządzi, że i ona kiedyś, kiedyś spotka w życiu mężczyznę, który bodaj w czymkolwiek będzie podobny do pana Janka, i może tamten zechce ją wziąć za żonę... I może też będzie do niej mówił... „moja mała”...

Wprawdzie pan Janek nigdy do Alicji w ten sposób nie mówi. Mówi „pani Al”, lecz po ślubie naturalnie będzie jej mówił „moja mała”.

Julka dwa razy zapytywała Alicję o pana Winklera.