— A może byśmy tak coś zjedli?

— Tak, tak — zerwała się spłoszona — pan pewno głodny.

Nacisnęła guzik dzwonka.

— Jestem głodny jak sam zezowaty Billy.

— Więc siadajmy. Zaraz dostaniemy paszteciki z móżdżkiem.

— No i chyba dziś wypije pani dla uczczenia historycznego momentu kieliszek koniaku, panno Julko? Co?

— Wypiję!

Józefowa zaczęła podawać. Drucki napełnił kieliszki.

— Zdrowie dorosłej osoby! — wzniósł toast.

— O, jakie to niesmaczne — skrzywiła się — brrr... czuję, że nigdy nie będę pijakiem. Proszę, panie Janku... A dlaczego powiedział pan, że jest głodny jak zezowaty?...