— Trudno, muszę jechać. Przypuszczam, że teraz ty więcej czasu znajdziesz dla niej.

— Przynajmniej pisz do niej — prosił profesor.

— Dobrze. A jak tam... wszyscy zdrowi?

— W największym porządku. Zatem do widzenia.

— Do widzenia, Karolu.

Przed wieczorem był u Załkinda. Zawiadomił go o swoim wyjeździe oraz o tym, że zarząd „Argentyny” na ten czas powierzył kasjerowi Justkowi i barmanowi Grabowskiemu. Jeżeli nie będą mogli dać sobie rady, zadepeszują na Hel. W razie zaś nagłych wypadków polecił Justkowi zwracać się do Załkinda.

Wpadł jeszcze na godzinkę do „Argentyny” dla wydania ostatnich instrukcji i wrócił do domu. Stróż, otwierając mu bramę, zaczął dziękować za książeczkę oszczędnościową Zośki, lecz przerwał mu:

— To drobiazg. Pamiętajcie, żeby tu wszystko było w porządku. O świcie wyjeżdżam.

Było jeszcze ciemnawo, gdy obudził go dźwięk klaksonu pod oknami. Niemal jednocześnie przyszła Zośka i żwawo zabrała się do przygotowywania śniadania.

Szofer, który przyprowadził wóz z garażu, zabrał walizki, by umieścić je w kufrze samochodu.