Chłopiec dopiero po chwili wyciągnął rękę po zwitek drobnych banknotów, przyjrzał się im od niechcenia i wsunął obojętnie do kieszeni.

Drucki kiwnął mu głową i zaczął przeciskać się przez tłum, zapełniający halę dworca.

Wsiadał już do samochodu, gdy uczuł, że go ktoś lekko pociąga za brzeg marynarki. Za nim stał ów wyrostek.

— Dziękuję panu — powiedział cicho.

— Głupiś — rzucił mu Drucki i z furią nacisnął starter.

Odprowadził wóz do garażu, polecając przygotować maszynę do dalszej drogi, potem zadzwonił do Brunickiego.

— Wyjeżdżam, Karolu, nad morze.

— Na długo?

— Może miesiąc, może dwa. Ale w tym czasie pewno wpadnę do Warszawy.

— A co będzie z panną Łęską?