— Moja kochana, moja jedyna Alu!...
— Już wszystko dobrze, Juleczko — całowała ją Alicja.
Po powrocie z plaży i po obiedzie z panem Jankiem namówili Alicję, by położyła się do łóżka — wypoczynek nie zaszkodzi. Siedzieli przy niej aż do wieczora i chociaż zapewniała, że czuje się świetnie, nie pozwolili jej wstać do kolacji.
Gdy nastała noc, Julka nie mogła zmrużyć oka. Wciąż jej się zdawało, że Alicji może zrobić się gorzej. Nasłuchiwała.
Tam, przy łóżku, nie ma dzwonka. Trzeba czuwać. Usiadła, oparła się o poduszki i czekała.
Nagle w sąsiednim pokoju usłyszała jakiś szmer, jakby kroki...
Załomotało jej serce. Oczywiście, Alicji jest niedobrze, na pewno wstała do dzwonka.
Julka zerwała się, z pośpiechem założyła szlafroczek i nocne pantofle. Otworzyła drzwi.
Na korytarzu panowała zupełna cisza. Tylko z dołu, z pierwszego piętra doleciał ją szelest jakby zamykanych drzwi. W razie czego trzeba będzie obudzić pana Janka i zatelefonować po lekarza. Stanęła przy drzwiach Alicji. Wewnątrz było ciemno. Zapukała leciutko i po chwili nacisnęła klamkę.
— Alu! — zawołała półgłosem. — Alu!...