— Dużo jest rzeczy dziwnych, tak dziwnych, że jeżeliby człowiek nie machnął ręką nad podziwianiem ich dziwności, sam by zdziwaczał.

— Ale przecież ona pana kocha!

— Chyba tak.

— A pan, pan jej tak nie kocha, tak mocno nie kocha, jak ona pana?

Wzruszył ramionami i milczał.

Julka przygryzła wargi. W jej głowie kołatały się myśli. Starała się zrozumieć, aż wreszcie wybuchnęła:

— To niemożliwe! Przecież musi pan wiedzieć, czy ją pan kocha?! Pan na pewno już nieraz kochał, ma pan przecież możność porównania. Ja wiem, pan chce mi oszczędzić przykrości i dlatego nie jest pan szczery!

— Panno Julko — odpowiedział spokojnie — jestem zupełnie szczery. Powiedziała pani, że nieraz kochałem. To nieprawda... Wciąż kochałem i wciąż kocham, kocham świat, kocham to, co on mi daje i co w nim zdobyć mogę. Ja nie umiem mówić, moja mała. Znam kilka języków, lecz wszystkie razem nie posiadają takich słów, którymi by zawsze można było każde uczucie i każdą myśl wyrazić. Przynajmniej ja tych słów znaleźć nie umiem. Mówię ci, że kocham życie, że kocham świat — w to wierzę, bo to czuję każdym nerwem. Więc może kochałem kobiety, które przeszły przez ten mój świat, a może kochałem tylko świat, w którym były i one. Nie wiem.

Podparł głowę ręką i zaśmiał się.

— Zresztą, czyż jest miarodajna nazwa, którą dajemy temu, co czujemy? Widziałem ludzi, którzy spóźniwszy się o godzinę na obiad, mówili, że umierają z głodu, a znałem też takich, co nie mając nic w ustach przez trzy dni, w końcu zapewniali, że chętnie by coś zjedli.