— Wszystko dobrze, moja mała panienko — mówił — ale pamiętaj, że przede wszystkim jesteśmy przyjaciółmi, dobrymi przyjaciółmi.

— Tak, tak — szeptała.

— No, a teraz czas z powrotem! — zawołał niespodziewanie, podrzucił Julkę na metr prawie w górę; złapał w powietrzu i postawił na ziemi.

— Oj! — krzyknęła i roześmiała się.

Zeszli z pagórka, trzymając się za ręce.

— Teraz to naprawdę nasza polanka — powiedziała tonem pytania.

— Nasza, nasza. Twoja i moja — potwierdził.

Jeszcze raz zarzuciła mu rękę na szyję i pocałowała w usta.

Auto trzeba było prawie przez pół kilometra prowadzić tyłem, gdyż na wąskiej dróżce o zawróceniu nie mogło być mowy.

Gdy wyjeżdżali z lasu, słońce już zaszło i zrobiło się chłodniej.