Jeszcze dwukrotne passy292 wzdłuż ciała i Japończyk wyprostował się.
Teraz szybko wyjrzał przez okno, rzucił okiem na zegar, w obu drzwiach przekręcił klucze i wrócił do nieruchomo leżącego Piotra.
Puls był słaby, ale miarowy. Bladość umiarkowana.
— Panie Piotrze, słyszy mnie pan? — zapytał.
Wargi chłopca poruszyły się nieznacznie.
— Słyszy mnie pan? — powtórzył doktor.
— Tak. Słyszę.
— Jak się pan nazywa?
— Nazywam się Piotr Brunicki, Piotr Brunicki.
Japończyk pochylił się nad uśpionym i powiedział twardo: