— Byłem blondynem i wołano na mnie Peter, a... także wołano Karolu, ale wtedy byłem brunetem.

— Zatem dobrze. To jest jedyna rzecz, którą musi pan zapamiętać. Poza tym pan zapomni o tym, że był hipnotyzowany. Za chwilę pana obudzę i usiądzie pan na fotelu. Pan będzie wiedział, że ani na chwilę z niego nie wstawał i że nie przerywaliśmy rozmowy o naukach okultystycznych. Rozumie pan?

— Rozumiem.

Doktor Kunoki otarł pot z czoła i kilkoma passami rąk przywołał Piotra do przytomności. Chłopak otworzył oczy, spojrzał nieprzytomnie dookoła, wstał i chociaż drżały mu kolana i nieco chwiał się na nogach, przeszedł do zajmowanego uprzednio fotela.

Tymczasem Japończyk przekręcił znowu klucz w zamku i stając przed Piotrem, zapytał:

— Więc powiada pan, że chciałby dla próby poddać się hipnotyzmowi?

— Tak, panie doktorze, myślę, że człowiek powinien poznać wszystkie wrażenia, jakie są mu dostępne.

— Jest pan blady — zauważył ze współczuciem Kunoki — czuje się pan zmęczony?

— Jakby trochę. Nie wiem dlaczego, bośmy z ojcem stosunkowo niewiele chodzili.

— Prawdopodobnie różnica klimatu. Nie przespałby się pan?