— O, cóż znowu — zaśmiał się Piotr.
— Bo ja muszę pana przeprosić i zostawić samego. Mam trochę roboty.
— Pan doktor będzie łaskaw.
Piotr widział, jak Japończyk wydobył z kieszeni klucze, odsłonił kotarę i otworzył ciężkie, grube drzwi.
Gdy wrócił profesor Brunicki, zastał Piotra bawiącego się z kotami.
— Nie wiedziałem, że ojciec tak lubi koty — zawołał na jego powitanie. — Trener bokserski w Uppsali, klnąc, zawsze mówił: „Do stu starych panien i ich tysiąca kotów!”. Stąd nabrałem przekonania, że koty stanowią specjalność właśnie starych panien.
— Twój trener miał dużo racji, chłopcze — odpowiedział profesor, ciężko siadając w fotelu — zamiłowanie do kotów i innych kanarków jest u starych kobiet skutkiem niezaspokojenia instynktu macierzyństwa. Małe dziewczynki bawią się lalkami, później zajmują się przyjaciółkami, gdy wyjdą za mąż, traktują męża jak nową lalkę, następnie zaś, gdy mają dzieci czy pieski i koty, zawsze się nimi bawią.
Piotr pomyślał, że w życiu ojca kobiety wiele musiały mu sprawić goryczy i dlatego tyle lekceważenia ma dla nich i tyle niechęci.
— No, ale ojciec nie dla zabawy chyba trzyma te koty? — zapytał.
— Nie, Piotrze. Potrzebne mi są do prac laboratoryjnych. Uf... jestem zmęczony. Gdzie doktor Kunoki?