— Nie rozumiem, co się stało z Julką — zaczęła Alicja. — Odnoszę wrażenie, że nastąpiła w niej jakaś zmiana. Nie zauważyłeś tego, Boh?

— Jak to zmiana? — zapytał wymijająco.

— Od pewnego czasu wyczuwam w jej sposobie bycia, jakby coś nieszczerego. Niby po dawnemu mówi ze mną o wielu rzeczach, a jednak jestem przekonana, że nie o wszystkim. Coś ją nurtuje. Nieraz, gdy sądzi, że nie patrzę na nią, zamyśla się i ma zacięty wyraz ust.

— U młodych dziewcząt — wzruszył ramionami Drucki — różne bywają humory.

— Nie, Boh, intuicja mnie nie myli. W tym tkwi jakiś ważny powód, albo przynajmniej taki, który przez nią oceniany jest jako ważny. Spójrz na nią. Przecie najwyraźniej ona udaje, że się śmieje i bawi się. To wszystko jest robione. Poza tym wciąż mizernieje i zdaje mi się, że źle sypia. Kilka razy zauważyłam, że płakała, a gdy ją zapytałam, zaprzeczyła. Przy tym ta kokieteria. Zawsze miała w sobie sporo zalotności, ale nigdy nie przejawiała jej w tak jaskrawy sposób.

— Młoda jest, czego chcesz, Al?

— Przede mną najwyraźniej coś ukrywa. Zbyt dobrze ją znam, bym miała tego nie spostrzec, a i dla ciebie stała się jakaś szorstka. Dawniej tak cieszyła się na każdą wycieczkę samochodową z tobą, a teraz trzeba ją namawiać. W ogóle unika naszego towarzystwa.

Drucki zakrył od słońca twarz rękoma i milczał.

— Posądzałabym ją o zadurzenie się w którymś z młodych ludzi, gdyby nie to, że przynajmniej moim zdaniem, ani ten inżynier Holt, ani ci dwaj smarkacze — wskazała Therlingów — ani taki goguś294, jak Tomkowski, nie mogą w ogóle podobać się dziewczynie z jakim takim smakiem. Jak sądzisz?

— Bo ja wiem, może jej po prostu nie służy morze?