— W każdym razie bądź tak dobry i zwróć na nią uwagę.

— No, już tym razem — powiedział — nie będę miał na to czasu, bo przecie jutro rano jadę do Warszawy, a gdy wrócę, może już będzie po humorach.

— Nie, Boh, wątpię. Byłabym ci wdzięczna, gdybyś wziął Julkę dziś na jakąś przejażdżkę i spróbował wybadać.

— Tego ode mnie nie wymagaj, Al — skrzywił się. — Nie czuję powołania ani na sędziego śledczego, ani na pedagoga. Zresztą obiecałem już pani Chełmińskiej, że ją dziś będę uczył prowadzenia auta.

Alicja spojrzała na niego spod przymkniętych powiek i rzuciła lekko:

— To też jest... pedagogika. Ta pani Chełmińska nie odznacza się jednak pojętnością, bo już trzeci raz bierze lekcje...

— Nigdy nie prowadziła auta — wzruszył ramionami.

— À propos, czy wiesz, że i pani Chełmińska jutro jedzie do Warszawy? — zapytała Alicja.

— Wspominała o tym.

— Dziwny zbieg okoliczności.