Nic nie odpowiedział. Nie wątpił, że pani Chełmińska dla niego jedzie do Warszawy, bo nie zadawała sobie trudu ukrywania swojego zainteresowania dla jego osoby nawet w obecności Alicji. A i jemu bardzo się podobała. Wprawdzie nie z jej powodu musiał na kilka dni opuścić Hel, a w stolicy czekało nań sporo pracy w związku z jakimiś pretensjami podatkowymi do „Argentyny”, a jednak rad był, że i ta pikantna brunetka tam będzie.
Nie chciał się sobie samemu przyznać, lecz romans z Alicją zaczynał mu ciążyć. Jego wyobraźnia, wciąż szukająca nowych podniet, nużyła się w jednostajności nastroju, wprawdzie wciąż płomiennego i jednakowo nasilonego do ostatnich granic, lecz właśnie przez swą niezmienność powszedniejącego.
Nadto od czasu wyznań Julki szczere uczucie sympatii i przyjaźni dla tej małej krępowało go w stosunku do Alicji, wytwarzając sytuację przykrą i skomplikowaną, w jakiej natura Druckiego nie umiała się pomieścić.
Po prostu było mu z tym diabelnie niewygodnie.
Nie cierpiał fałszu i kłamstwa i z innych przyczyn. Toteż cieszył się, że przez kilka dni będzie oddychał swobodnie.
Wiedział, że fakt jednoczesnego wyjazdu pani Chełmińskiej wzbudza podejrzenia Alicji i że jej zazdrość wzrasta z dnia na dzień, lecz nie chciał się nad tym zastanawiać.
Wieczorem Julka nie jadła kolacji i poszła do siebie, tłumacząc się bólem głowy. Tak się umówiła z panem Jankiem, by mógł przyjść i pożegnać się z nią bez świadków.
Gdy wszedł i zamknął za sobą drzwi, rzuciła mu się na szyję.
— Kochany, jedyny — szeptała — będę marzyła o panu, będę strasznie tęskniła...
— Niedługo wrócę, mała, trzymaj się zdrowo.