— O, panie Janku, ja wiem, że nie tylko Ala pana kocha, wiem, że wiele ich pana kocha... Tylko żadna nie tak, jak ja... Dla mnie jest pan wszystkim... wszystkim...

A później, o świcie, gdy stojąc przy otwartym oknie, wsłuchiwała się w oddalający warkot auta, którym odjeżdżał, myślała, że jest to najświętsza prawda, że on jest dla niej wszystkim na świecie.

Tak, bo cóż się stało z jej najświętszymi, najgorętszymi uczuciami dla Alicji?... Och, nie rozgrzeszała siebie z obowiązku wdzięczności wobec niej. Tylko kochać jej już nie mogła. Nie umiała nawet zmusić się do swobodnej z nią rozmowy. Czuła do niej jakby żal.

„Ona mi nawet siebie zabrała. Jestem teraz sama, zupełnie sama...”

Wprawdzie czasami dręczyły Julkę wyrzuty sumienia, że tak oto odpłaca się Alicji za jej opiekę, troskliwość i serce, lecz wówczas wpadała tylko w rozpacz, że jest zła, niewdzięczna, że ma podłą naturę, lecz ani przez chwilę nie mogła pomyśleć o wyrzeczeniu się swego uczucia dla pana Janka, do którego miała takież prawo, jak i Alicja.

Na trzeci dzień po wyjeździe Druckiego, gdy wyszły rano na spacer, Alicja postanowiła zbadać sprawę.

— Źle dziś spałaś, Julko — zaczęła — słyszałam, że kaszlałaś.

— Może przez sen — odpowiedziała. — Dziękuję ci, spałam dobrze.

— Nie mówisz prawdy, Julko — łagodnie odezwała się Alicja.

Dziewczyna milczała.