— Nie mówisz prawdy. W ogóle coś ukrywasz przede mną.

Julka zaśmiała się krótkim ironicznym śmiechem.

— Ja? Alu, my przecie przed sobą niczego nigdy nie ukrywamy.

— Źle mnie zrozumiałaś, Julko. Widzę, że coś przeżywasz, że coś cię nurtuje, coś, powiedzmy, trapi. I jeżeli chcę wiedzieć co, to nie przez ciekawość, lecz dlatego, że uważam za swój obowiązek czuwanie nad tobą. Od dłuższego już czasu obserwuję w twym zachowaniu pewne zdenerwowanie, niecierpliwość, jaskrawość, a czasem przygnębienie. Jeżeli dopiero teraz o tym mówię, to tylko dlatego, że byłam przekonana, że ty sama, jak zawsze, powiesz mi o tym, co jest przyczyną twoich zmartwień.

— Zmartwień? Cha... cha... cha... Alu, zapewniam cię, że nie mam żadnych zmartwień.

— Jesteś nieszczera.

— Wydaje ci się, Alu.

— A jednak ukrywasz coś przede mną.

Julka zacięła wargi i powiedziała obojętnym tonem:

— Przywidziało ci się.