Szły w milczeniu po piasku twardo ubitym miotem295 fal.
— Kochasz się — mówiła Alicja.
— Ja? — gwałtownie poczerwieniała Julka.
— Więc kochasz się. Tak przypuszczałam. O, nie myśl, że chcę ci z tego powodu robić wyrzuty. Doskonale to rozumiem. Sądzę jednak, że mogłaś mieć do mnie tyle zaufania, by zwierzyć mi się ze swym uczuciem.
Julka odwróciła głowę i Alicja wiedziała, że chce ukryć łzy.
— Juleczko — odezwała się miękko — czy możesz mi powiedzieć, w kim się kochasz?
Dziewczyna spojrzała na nią załzawionymi oczyma, lecz oczyma zupełnie innymi, nienawistnymi, pełnymi złych błysków.
— Nie! — krzyknęła. — Nie kocham nikogo! Nie mogę ci powiedzieć i nie chcę. Nie kocham nikogo! Nikogo!
Alicja przytuliła ją do siebie, pomimo jej prób wyrwania się z objęć.
— Uspokój się, Juleczko. Przecież wiesz, jak cię kocham. No, uspokój się. Pomówmy bez nerwów.